Zakopane - Stary Sącz

Data 2016-08-07
Dystans 240 km149.1 mi
Czas 6 dni 0h:00m
Zdjęcia 23

Mapa Eksploruj

Zdjęcia

Wykres (Kółko myszy powiększa)

Historia

Wycieczka zorganizowana, dzień pierwszy. Wysiadamy z autobusu w Zębie - najwyżej położonej miejscowości w Polsce, po czym niespiesznie toczymy się wyznaczoną trasą do Zakopanego.

Około 30-35 wycieczkowiczów, w większości zagranicznych. Czasem my ich mijamy, czasem oni nas. Zachwycają się drewnianą architekturą. Ja też się zachwycam.

Po drodze kilkusetmetrowy zjazd 20% i dym z hamulców (rolkowych w piaście). Na szczęście przeżyły, ale następnym razem muszę bardziej uważać.

Kilka dość stromych podjazdów w drodze od Białego Dunajca do Zakopanego.

Wycieczki dzień drugi. Cały dzień słoneczny i ciepły.

Wyjazd z rowerami kolejką na Gubałówkę. Potem długi zjazd do Chochołowa - ładnej drewnianej miejscowości. Tylny hamulec głośno protestuje ale działa.

Skok w bok na Słowację i wjazd na drogę rowerową po dawnej linii kolejowej. Droga ma 40 km od słowackiej Trsteny do Nowego Targu. Po 10 km luksusowej równej drogi odbijamy w bok i jedziemy wzdłuż Czarnego Dunajca do sanktuarium w Ludźmierzu i pięknego parku. Potem znów dawnymi torami do Nowego Targu. Było dopiero przed 16-tą więc zjedliśmy obiad i zwiedziliśmy miasto.

Wycieczki dzień trzeci. Miały być jakieś deszcze, ale dopiero o zmierzchu się rozpadało.

W drodze z Nowego Targu do Łopusznej trochę błądzenia, trochę kamienistych szutrów, ale za to piękne widoki na Dunajec.

Malowniczy przełom Białki. Bardzo ciepło i słonecznie, mnóstwo kąpiących się ludzi. Rzeka zakręca opływając wkoło dużą skałę i rozlewając się na kamienisty teren.

W Dębnie najstarszy drewniany kościół w Polsce, niestety zamknięty.

Program wycieczki przewidywał dalej podróż południowym brzegiem jeziora Czorsztyńskiego, w miarę płaskim, z jednym podjazdem i koniec dnia w Niedzicy. Zamiast tego pojechaliśmy północnym brzegiem w celu zwiedzenia zamku w Czorsztynie. Ruchliwa droga i ciągle stromo w górę i stromo w dół, a na koniec odbicie z głównej drogi i bardzo stromy podjazd około 150 m wysokości. Dał nam w kość w tym upale.

Zjazd do Czorsztyna do zamku, prawie do poziomu jeziora. Patrzymy a tu reklama rejsów Czorsztyn - Niedzica. Po zwiedzeniu zamku chętnie skorzystaliśmy z okazji zamiast wspinać się z powrotem do głównej drogi.

Dzień czwarty i trasa wzdłuż przełomu Dunajca, tam gdzie spływ tratwami. Przepiękna droga tuż nad wodą, a na wodzie tratwy, pontony i kajaki. Dookoła wysokie skały i lasy.

Zjedliśmy obiad w słowackiej Pienińskiej Chacie i gdy tylko ruszyliśmy w dalszą drogę zaczęło padać. Potem zaczęło lać.

Dotarliśmy do hotelu w Szczawnicy ale nasze bagaże jeszcze nie. Trzeba się wysuszyć dostępnymi sposobami...

Dzień piąty. Dziś bardziej szosowo. Cały dzień chłodno, pochmurnie i okresowo mżawka. Chwilowy mżawkodeszcz przeczekaliśmy w pizzerii w jakiejś wiosce.

W drugiej połowie drogi kilka stromych podjazdów i zjazdów. Hamulce się same naprawiły.

Do hotelu dotarliśmy wcześnie, około 14:30, a że Rytro okazało się straszną wioską to pojechaliśmy na obiad pociągiem do Piwnicznej Zdrój - jak się okazało również wioski.

Dzień szósty. Rano czysto niebiesko. Znowu krótkie spodnie.

Zgodnie z sugerowaną trasą jedziemy pociągiem do Mniszka do granicy ze Słowacją, a potem rowerami na północ do Sącza, trzymając się z grubsza prawego brzegu rzeki Poprad.

Mała pomyłka pod koniec trasy, ale do Sącza dojechaliśmy. Szybki obiad przy rynku i do ostatecznego celu - ołtarza papieskiego.

Koniec wycieczki. Teraz Kraków, Cedzyna, Gdańsk... Ale do roboty dopiero za tydzień.

Komentarze